Jedna wizyta w centrum handlowym. Dwie zasłyszane przypadkiem rozmowy. Cztery osoby będące bohaterami tej opowieści. Ale zaledwie jedna, nieoczywista w pierwszej chwili myśl. Bohaterowie codzienności są wśród nas, choć sami nie zdają sobie sprawy, że naprawdę nimi są. Ukryte znaczenie smart shopping.

Wracając z Łodzi, jadąc przez Poznań, postanowiłem w piątkowy wieczór wstąpić  do jednego z większych poznańskich centrów handlowych. Cel wizyty standardowy i nieco próżny. Przejść się po sklepach i jeśli trafi się coś fajnego to po prostu sobie to kupić. Cel dodatkowy to zrobić sobie krótką przerwę w podróży, wypić kawę i odpocząć. Nie miałem jakiś specjalnych zakupowych planów. Przydałyby się buty, spodnie, może jakaś bluza. Generalnie więc nuda i żadnych ekstrawagancji.

Sklep z butami

W sklepie z butami rozmawiało dwoje sprzedawców stojących za ladą. Dyskutowali na tyle głośno, że mimowolnie słyszałem całą ich rozmowę. Dotyczyła ona tego, że ostatnich kilka miesięcy to gwałtowny spadek obrotów w ich sklepie. Kiedyś wynosiły one czterokrotność tego co teraz. Klientów jest znacznie mniej niż kiedyś. Kierownik regionalny cały czas się czepia, domaga się zwiększenia sprzedaży i grozi, że jak tak dalej pójdzie to wszystkich zwolni.

Z rozmowy wynikało, że szczerze zależy im na pracy, na tym, żeby jak najwięcej sprzedawać, ale nie są w stanie nic zmienić. Klienci po prostu uciekają do nowszych galerii, a będzie jeszcze gorzej. Właśnie otwarto Posnanię (największe w Wielkopolsce centrum handlowe), które na pewno odbierze znaczną część dotychczasowych klientów, których i tak już jest przecież mało. Ton rozmowy generalnie był bardzo pesymistyczny. Rozmówcy martwili się czy uda im się szybko znaleźć nową pracę. Jeden z nich wspomniał o żonie w ciąży i kredycie, który musi spłacać. Druga osoba stwierdziła, że nie dość, że praca jest tak bardzo niewdzięczna, w beznadziejnych godzinach, przez cały tydzień, to jeszcze trzeba się martwić czy się jej nie straci.

Sklep z ubraniami

Druga rozmowa rozegrała się w sklepie z ubraniami. Ochroniarz galerii, młody mężczyzna, usiadł na krześle stojącym obok lady. Zagadnęła do niego dziewczyna układająca ubrania. Zapytała „wszystko ok?”. Ochroniarz odparł, że „właściwie tak, ale ma już dość i musi odpocząć”. Powiedział jej też, że jest w pracy od dziewiątej i że już nie daje rady (przypomnę, że wszystko działo się wieczorem, krótko po dwudziestej, czyli po jedenastu godzinach jego pracy).

Na początku poprzedniego akapitu wspomniałem, że to był młody mężczyzna, ale nie napisałem, że był bardzo otyły. Nie wiem czy widziałem w życiu kogoś z tak dużym problemem nadwagi. Chyba jedynie w telewizji, w programach o walce z otyłością. Przyznam szczerze, że gdy usłyszałem, że ten chłopak jest na nogach od jedenastu godzin, to w pierwszej chwili zrobiło mi się go ogromnie żal. Ale po chwili uświadomiłem sobie, że właściwie to powinienem go raczej niesamowicie podziwiać, za nadludzką wręcz siłę, hart ducha i samozaparcie.

Teraz gdy o tym myślę, wyobrażam sobie jak wiele wysiłku kosztuje go taka stojąca praca. Domyślam się, że z jego posturą nie jest mu łatwo w ogóle znaleźć pracę. Przyjął posadę ochroniarza, która tak bardzo kłóci się z jego fizycznymi możliwościami. Musiał więc mieć naprawdę ogromną motywację i determinację żeby w ogóle pracować, nawet jeśli będzie musiał robić coś, co praktycznie wykracza poza jego możliwości.

Smart shopping?

Gdzie w tym tekście jest „smart shopping”, temat przewodni bloga? Głęboko czuję, że obecny jest w wewnętrznym przekonaniu, że bardzo należy szanować ludzi, dzięki którym ten „shopping” jest w ogóle możliwy. Ciężko pracują za marne grosze, znoszą fochy klientów, którzy na pierdoły potrafią jednorazowo wydać tyle, ile wynosi ich miesięczna pensja. Wykonują naprawdę trudną pracę, mają swoje problemy, które cały czas kłębią się z tyłu głowy i które powodują, że niełatwo zdobyć się na uśmiech w stronę klienta, który okazał się być wyniosłym bucem. Niech więc ten „smart” nabierze od dzisiaj również głębszego i mądrzejszego znaczenia, dzięki któremu „shopping” będzie posiadał bardziej ludzką twarz, w którym obie strony będą się wzajemnie szanowały, niezależnie od tego po której stronie lady się znajdują.

 

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, to zapisz się na mojego newslettera. Będę Cię w nim informował o kolejnych opublikowanych wpisach.

3 komentarze

  1. Blindman

    Myślę, że można by wiele takich zawodów znaleźć, gdzie ludzie nie są szczęśliwi w swojej pracy, gdzie pracują ciężko, robota ich stresuje, mają zmartwienia, swoje kłopoty, coś im się nie układa, nawet jeśli są to fajne firmy, dobre stanowiska. Można by ten wpis rozciągnąć na wiele, wiele zawodów i firm.

    Odpowiedz
  2. Basia

    Ludzkie podejście tu widzę. Trochę nie pasuje do bloga o komercji, kasie, kupowaniu, konsumpcji…

    Odpowiedz
    • Spoonboy

      Myślę, że pasuje i to bardzo. Jedno powinno iść z drugim w parze i nie widzę tu żadnej sprzeczności 🙂

      Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany